Zderzenie Ferrari z Gwiazdą Betlejemską

22 grudnia 2014  By Redakcja Orione.pl


Co roku, w okresie Bożego Narodzenia odżywają legendy o tzw. Czwartym Królu, który zagubił się w drodze do Betlejem, w skutek czego nie zdążył oddać pokłonu Dzieciątku Jezus. Bohaterem historii, którą chcę opowiedzieć jest ktoś, kogo z powodzeniem moglibyśmy nazwać Czwartym Królem, czy też Czwartym Mędrcem. Człowiek ten podążał za Gwiazdą Betlejemską przez całe swoje życie wbrew wielu rozmaitym trudnościom. Dokąd doprowadził go jej fenomen?

TEKST: Aleksandra Polewska
W 7. roku przed naszą erą astrologia babilońska czasy swej świetności miała już dawno za sobą, jednak mimo tego grupa tamtejszych astrologów, zwanych często magami, wciąż obserwowała niebo, a wyniki swoich obserwacji dokumentowała na glinianych tabliczkach. A był to rok, w którym doprawy było co odnotowywać. Jowisz, symbolizujący Babilon i jednocześnie utożsamiany z Mardukiem, najwyższym bóstwem Babilonu, spotykał się na firmamencie z Saturnem – planetą Izraela. Dla Babilończyków wszystko co działo się na niebie było przesiąknięte religią i magią, a ponieważ w owym 7. roku Jowisz z Saturnem spotkał się aż trzykrotnie, w dodatku w gwiazdozbiorze Ryb, ściśle związanym z narodem Żydowskim, obserwujący ruchy planet babilońscy magowie uznali, iż spotkania te, zaistniałe w takiej a nie innej przestrzeni niebieskiej, oznaczać mogą tylko jedno: w Izraelu narodził się król. I to nadzwyczaj ważny król, taki, z którym musi liczyć się Jowisz. W podobnym czasie astrologowie z Chin uwiecznili na swoich tabliczkach pojawienie się na niebie niezwykle jasnej, wyraźnej gwiazdy, która różniła się od innych i była widoczna przez dłuższy czas. Jaki związek obydwa te fakty mają z Gwiazdą Betlejemską? Zwłaszcza, że miały one miejsce kilka lat przed narodzinami Mesjasza?

Od złotego chłopca do biedaka
Wszystko wskazywało na to, że Konradin urodził się pod przysłowiową szczęśliwą gwiazdą. Gdy po raz pierwszy ujrzał świat (9 grudnia 1907 r.), jego ojciec hrabia Marquard Ferrari d’Occheippo był już zamożnym, wiedeńskim prawnikiem, pracującym dla samego cesarza Austro-Węgier Franciszka Józefa. Przed nowonarodzonym Konradinem, będącym małym, bogatym arystokratą, którego kolebkę kołysano w dodatku niemalże w cieniu cesarskiego tronu, rozciągała się więc prawdziwie świetlana przyszłość. Niestety, nim chłopiec skończył 7 lat, wybuchła I wojna światowa. Austro-Węgry rozpadały się na kawałki, hrabia Marquard najpierw stracił pracę, potem dochody, a na końcu zdrowie i życie, w konsekwencji czego jego żona i dzieci pozostali bez środków do życia. Gdy wojna dobiegła kresu, Konradin dowiedział się, że matka nie ma czym opłacić jego dalszej edukacji, w związku z czym chłopiec będzie musiał szybko wyuczyć się jakiegoś prostego zawodu typu stolarz, czy ślusarz, a potem natychmiast podjąć pracę. Mały hrabia był przerażony. Właśnie odkrył w sobie pasję do języków martwych, zdążył już rozsmakować się w łacinie i grece, a teraz miał to porzucić na rzecz heblowania desek?

Dla Babilończyków wszystko co działo się na niebie było przesiąknięte religią i magią, a ponieważ w owym 7 roku Jowisz z Saturnem spotkał się aż trzykrotnie, w dodatku w gwiazdozbiorze Ryb, ściśle związanym z narodem Żydowskim

struktura-ukladu-slonecznego

Naczelny archeolog nieba wyrusza na wojnę
Nieoczekiwanie o niezwykłym talencie do łaciny i greki Konradina zrobiło się głośno i nagle znalazł się ktoś, kto postanowił opłacić naukę chłopca w gimnazjum. Hrabina z jednej strony się cieszyła, z drugiej zaś załamywała ręce. Cóż to za zawód nauczyciel czy tłumacz łaciny? Według niej bowiem na kogoś takiego właśnie postanowił wyrosnąć jej syn. Gdyby choć poszedł z czasem w ślady ojca i rozpoczął studia prawnicze! Ale Konradin po maturze obwieścił matce, że będzie studiował astronomię. Tak ona, jak i reszta rodziny uznała to za przejaw wybitnej niedojrzałości jej syna. Wciąż przecież ledwie wiązali koniec z końcem. Astronom to jeszcze gorzej niż łacinnik! – powtarzała. Czas pokazał jak bardzo się myliła. Kariera naukowa Konradina Ferrari d’Occhieppo rozkwitała. A talent do języków martwych stał się kluczem do jego największej zawodowej przygody, otworzył mu bowiem wrota wąskiej i fascynującej dyscypliny jaką była astroarcheologia, zwana też archeologią nieba (studium poglądów, wierzeń, badań i praktyk astronomicznych w cywilizacjach starożytności).

Błogosławione rany
Kiedy w 1938 roku Austria została zaanektowana przez Hitlera, Konradina, jako katolickiego aktywistę pracującego z młodzieżą, zaczęły dotykać coraz poważniejsze represje ze strony nazistów. Początkowo dotyczyły wyłącznie kwestii zawodowych, jednak w latach 40. zakończyły się wysłaniem młodego astronoma na front jako żołnierza Wehrmachtu. Życie przyszłego wybitnego uczonego uratowały – paradoksalnie – rany odniesione w czasie walk. Trafił do szpitala i nim wrócił do zdrowia, wojna zdążyła się zakończyć. Odtąd jego ścieżka naukowa przypominać już miała bardziej gładką autostradę niż wyboistą, wąską dróżkę z zakrętami.

Szyfry nieba złamane
Wrócił do swej astroarcheologicznej pasji i pogoni za tajemnicą Gwiazdy Betlejemskiej, która fascynowała go jako astronoma od zawsze. I tak pewnego dnia, studiując treść zachowanych, antycznych dokumentów astrologicznych profesor natknął się na publikacje archeologów dotyczące odnalezionych w Mezopotamii i Chinach wspomnianych wcześniej, glinianych tabliczek z informacjami o zagadkowych zjawiskach na niebie. Jako wytrawny specjalista Konradin Ferrari d’Occhieppo od razu skonstatował, że opisane przez babilońskich magów spotkanie w jednej linii Jowisza z Saturnem jest występującą mniej więcej raz na 800 lat tzw. koniunkcją planet. A w tym przypadku, ściśle rzecz ujmując, tzw. wielką koniunkcją, czyli mającą miejsce ekstremalnie rzadko serią spotkań. Spotykające się ze sobą dwa ciała niebieskie, stwarzają optyczne złudzenie jednego obiektu, więc notatki babilońskie nie kłóciłyby się w żaden sposób z opisem Gwiazdy przedstawionym przez św. Mateusza w Ewangelii. Poza tym, co zauważył uczony, chińscy astrologowie, widzieli coś co wyglądało jak jedna, bardzo jasna gwiazda. I wszystko byłoby oczywiste, wyjaśnione i gotowe do ogłoszenia, gdyby nie określenie czasu pojawienia się owego światła. Według Babilończyków był to 7 rok przed naszą erą. Według Chińczyków 5. Wkrótce jednak wyjaśniło się i to. Dionizjusz Mały, mnich, który podzielił dzieje cywilizacji na epokę do narodzin Chrystusa i po nich, wyliczając rok przyjścia na świat Mesjasza pomylił się o około 6,7 lat. Wszystko więc zgadzało się niemal co do przysłowiowej joty. Nawet 5 rok z chińskich tabliczek nie był sprzeczny z istotą odkrycia.

Mędrcy, którzy dotarli do Chrystusa wywodzili się spośród tych babilońskich magów, którzy w 7. roku p.n.e. obserwowali spotkania Jowisza z Saturnem.

Magi_tissot

Ferrari w kosmosie i na Watykanie
W 1977 roku Konradin Ferrari d’Occhieppo opublikował swe odkrycia w książce pt.: „Gwiazda Betlejemska – historia czy legenda?”, książce, która stała się dziełem jego życia. Niestety, po fali pierwszego zainteresowania, o publikacji zapomniano. Nie tylko nie przełożono jej na żaden język obcy, ale również nie wznowiono wydania. Nawet w 1997 roku, kiedy na cześć jej autora jedną z planetoid, z pasa okrążającego Słońce, nazwano imieniem Konradin. Na szczęście w 2012 roku przypomniał o niej całemu światu sam Benedykt XVI w trzeciej części swej głośnej książki „Jezus z Nazaretu”. A ponieważ ta publikacja akurat, trafiła do milionów chrześcijan w każdym zakątku świata, wieść o odkryciu austriackiego astronoma dotarła tam razem z nią.

Podsumowując
Konradin Ferrari d’Occhieppo nie miał wątpliwości, iż Mędrcy, którzy dotarli do Chrystusa wywodzili się spośród tych babilońskich magów, którzy w 7 roku p.n.e. obserwowali spotkania Jowisza z Saturnem. Niewykluczone też, że to właśnie oni uwiecznili informacje o wielkiej koniunkcji na zachowanych glinianych tabliczkach. Jest niemal pewnym, iż Mędrcy zakładali, że Król Żydowski musiał urodzić się w Jerozolimie, która była nie tylko stolicą Izraela, ale i Świętym Miastem Żydów. Niewiele się pomylili. Betlejem oddalone było od niej zaledwie o kilka kilometrów.





Poprzedni artykuł
Orione Basketball Cup
Następny artykuł
Nowe pokolenie: TYLKO JA