Mary Wagner – recydywistka z miłości

5 maja 2015  By Redakcja Orione.pl


 Wyobraź sobie taką sytuację: sąd zakazuje ci zbliżać się do jakiegoś domu. Ty jednak wiesz, że czyha tam morderca. W twoją wersję nie wierzy jednak ani sąd ani policja. Nagle widzisz, że do budynku wchodzi jakaś kobieta z dzieckiem. Jeśli pobiegniesz za nimi i wyciągniesz ich stamtąd, złamiesz prawo. Morderca zadzwoni po policję, która zakuje cię w kajdanki. Absurd? Wprawdzie ta historia wydarzyła się po drugiej stronie kuli ziemskiej, ale jest bliżej ciebie niż myślisz.

Mary Wagner ma 38 lat. Jej dom rodzinny znajduje się w Kanadzie a dokładniej – na wyspie Vancouver, należącej do Kolumbii Brytyjskiej. Jest jedną z dwanaściorga dzieci Państwa Wagner. Sześcioro z nich adoptowali. Z tego co udało się nam ustalić – niektóre z adoptowanych przez Wagnerów dzieci były zostawione przez naturalnych rodziców w szpitalu. Mary została wychowana w wierze katolickiej. Spędziła nawet cztery lata w klasztorze (prawdopodobnie we Francji). Jednak po powrocie do kraju rodzina nie nacieszyła się jej widokiem zbyt długo. Mary zostaje aresztowana. Zamiast w domu, trzy Wigilie świętuje za kratkami, wśród 300 recydywistek, gdzie widzenia organizuje się wyłącznie przez grubą szybę a rozmawia jedynie przez telefon. Co jej odbiło?

Mary Wagner_stop aborcji 3

Spacer z dziwną bronią

To był zwykły dzień. Środa, 15 sierpnia 2012 r. Wg archiwów meteo, pogodynki zapowiadały temperaturę od 17 do 24 stopni, średnią wilgotność na poziomie 80%, bardzo słaby wietrzyk o prędkości 4 m/s i spore zachmurzenie. Ktoś zapewne dorzucił, że „lepiej nie wychodzić z domu bez parasola”. Po prostu kolejny bardzo wilgotny sierpniowy dzień w Toronto. Mary idzie pod dobrze sobie znany adres przy Lawrence Ave West. Niesie ze sobą swoją ulubioną broń, czyli… białe róże. Co wówczas myślała? Czy miała przed oczami poprzednie zdarzenia? Czy nie bała się, że skończy się tak samo? Od ostatniej odsiadki dzieli ją ledwie kilka miesięcy. Protokół rozprawy, podczas której uznana została winną postawionych zarzutów nie pozostawia złudzeń, że i tym razem trafi za kratki. Dlaczego pakuje się w kłopoty? Już zapomniała jak to było?

Pierwszy proces

Prokurator zadbał o to, by przebieg zdarzeń, w których brała udział Mary Wagner był dokładnie udokumentowany. 8 listopada 2011 roku oskarżona weszła na teren Bloor West Village Women’s Clinic Inc., w której – jak przekonuje personel kliniki – od wtorku do soboty, w godzinach od 8.30 „aż do ostatniej pacjentki” przeprowadza się aborcje. Tego dnia w klinice znajdowało się ok. 12 pacjentek. Z zeznań świadków wynika, że fakt obecności Mary Wagner rozszedł się lotem błyskawicy. Podniesiono alarm, który postawił na nogi niemal wszystkich tam obecnych. Gdy Patricia Hasen, współwłaścicielka Women’s Clinic, wyszła zobaczyć co się dzieje, ujrzała Mary modlącą się na różańcu i trzymającą antyaborcyjne broszury. „Ludzie czekający w środku byli zdenerwowani, krzyczeli i pytali, dlaczego nic nie robimy z obecnością Wagner” – zeznała podczas rozprawy współwłaścicielka kliniki. Mary, mimo nalegań, nie chciała opuścić budynku. Wg personelu, zachowanie pani Wagner sprawiło, że pacjentki trzeba było ewakuować „w bezpieczne miejsce”. Przyjeżdża policja. Oficer Douglas Eaton – jak czytamy w aktach procesu – aresztuje „stojącą samotnie w lobby kobietę”. Prokurator żąda 6 miesięcy więzienia.

Nagi Jezus i dziecko za szybą

W postępowaniu procesowym pojawia się furtka – możliwość zwolnienia za kaucją, lecz pod warunkiem, że oskarżona nie będzie zbliżała się do klinik aborcyjnych i zaprzestanie „oferowania w nich porad dla kobiet”, próbując odciągnąć je od decyzji o aborcji. Na pytanie czy zgadza się na te warunki, Mary odmawia, kategorycznie. Furtka została zatrzaśnięta aż do kolejnej rozprawy, więc w Wigilię Bożego Narodzenia 2011 r. w domu Państwa Wagner miejsce Mary jest puste. Tak pisze o tym doświadczeniu sama Mary w jednym z bożonarodzeniowych listów, które wysłała do przyjaciół kilka lat później: „(…) Bóg daje mi [w więzieniu] obfite łaski i pomógł mi głębiej pojąć ubóstwo pierwszego Bożego Narodzenia, w nocy, gdy nasz Pan – Król Królów i nasz Zbawiciel – urodził się w ubogiej grocie i został położony w żłobie, <<gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie>> (Łk 2). Jezus, który urodził się w ubóstwie i żył w ubóstwie, przyszedł, aby <<nieść Dobrą Nowinę ubogim>>. Jestem całkowicie spokojna, spędzając święta tutaj, z ubogimi, ponieważ tu jest Jezus: <<Byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie>> (Mt 25). W Boże Narodzenie dzieciątko, które ma być zabite i jego matka, która nie wie co robi, są tymi, dla których <<nie ma miejsca w gospodzie>>, którzy są opuszczeni przez wszystkich. Święty Jan Chryzostom powiedział: <<Jeśli chcecie uczcić Ciało Chrystusa, to nie lekceważcie Go dlatego, że jest nagie. Nie czcijcie Chrystusa Eucharystycznego jedwabnymi ozdobami, zapominając o innym Chrystusie, który za murami kościoła jest nagi i cierpi z zimna>> lub – możemy dodać – kiedy w łonie matki jest przeznaczony do aborcji, czy to chemicznej, czy  chirurgicznej” – pisze Mary, a na koniec wyznaje. – „Jednym z trudniejszych aspektów życia w więzieniu jest pozbawienie obecności dzieci. Ale w święto św. Jana miałam szczególne odwiedziny przyjaciół z niemowlęciem i czteroletnim dzieckiem. Starsze z dzieci Andre spytało mnie przez telefon i szklaną przegrodę, czy wolno mi go przytulić. Serce stopniało we mnie jak wosk. Powiedziałam, że przytulę go i to nie raz i że jest najlepszym prezentem na Boże Narodzenie, jaki dostałam. Nie spodziewałam się, że z jego ust usłyszę delikatna poprawkę: <<Najlepszym to był Jezus>>”.

 

Zanim jednak Mary napisała powyższy list, przeżyła kilka dramatycznych wydarzeń. Powróćmy zatem do jej historii. Jest marzec 2012 r. Mijają 88 dni aresztu. Mary ponownie siada na ławie oskarżonych. Prokuratura w porozumieniu z adwokatem proponuje trzyletni nadzór nad Wagner. Wszystkim wydawało się, że najgorsze już za Mary. Mylili się. Sędzia odrzucił wniosek i wygłosił przemowę, która zdumiała nawet oskarżycieli. „Ona może siedzieć w więzieniu, jeśli to jedyny sposób na to, by uchronić przed nią ludzi” – grzmiał sędzia, po czym określił Mary „tchórzliwą” i „znęcającą się nad innymi istotami ludzkimi”. „Aborcja w tym kraju jest legalna, i to wszystko, co powinnaś zrozumieć. Nie masz prawa przysparzać kobietom chcącym poddać się aborcji dodatkowego bólu” – wieszczył sędzia, a gdy emocje sięgały zenitu, zwracając się w stronę Mary krzyknął: „Mylisz się i twój Bóg też się myli”. Na koniec spektaklu zapytał, czy Mary może przyrzec, że przez trzy lata nie zbliży się do żadnej kliniki aborcyjnej i nie będzie oferowała kobietom swoich porad. „Nie, nie mogę tego obiecać” – odpowiedziała spokojnie dziewczyna i… nie blefowała. Kilka miesięcy po wyjściu z aresztu, 15 sierpnia 2012 znowu przekracza próg kliniki przy Lawrence Ave West w Toronto. Scenariusz ten sam, co poprzednio. Modlitwa, rozmowa z kobietami, które chciały zabić dziecko, białe róże dla matek, krzyki, wyzwiska pod adresem Mary. Wezwana policja nie ma innej opcji jak aresztować kobietę, która „przeszkadza prowadzić legalny biznes”. Lista zarzutów stawianych Wagner wydłużyła się, tak jak i jej pobyt w więzieniu. Ten ostatni trwał 22 miesiące aż do kolejnej rozprawy w czerwcu 2014 r.

Tajemnica z więziennego listu

Jej przykład poruszył środowiska pro-live na całym świecie, organizowano wiece poparcia dla Mary pod ambasadami Kanady (w Warszawie również), słano tysiące listów i petycji do różnych organów państwowych w ojczyźnie Wagnerów. W liście pisanym w więzieniu w Ontario 13 grudnia 2013 r. Mary uchyliła rąbka tajemnicy co ją popchnęło do takiego a nie innego życia. Czytamy w nim: „Jestem katoliczką, wychowaną w dużej i sprzyjającej życiu rodzinie (…). Już w młodości Bóg przyciągał mnie do siebie i poszukiwanie Jego woli było dla mnie najważniejsze. Poprzez modlitwę i rozważanie, On ukazał mi głębiej bolesną rzeczywistość aborcji. Zdałam sobie sprawę, że to On prowadzi mnie do tych miejsc, gdzie Jego dzieci są zabijane, by modlić się, rozmawiać w imieniu dzieci z ich matkami, być tam, a nie odchodzić, pozostawać z nimi bez względu na to, co mnie czeka. Każda osoba, nieważne jak mała, jest wyjątkową, niepowtarzalną istotą ludzką o niezmierzonej wartości, uczynioną na podobieństwo Boga, cenną dla Niego i zasługującą na naszą miłość. Sam Jezus mówi nam: <<Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście>> (Mt. 25, 40).

Polityka śmierci

W Kanadzie aborcja została zalegalizowana ponad czterdzieści lat temu. Na skutek tego zabito miliony dzieci we wszystkich okresach ciąży, także u nastolatek. Jak podkreśla Mary, dla prawa w Kanadzie poczęte życie nie istnieje. Co więcej – z czasem aborcja została zaakceptowana jako „zabieg medyczny”. A przecież – pisze młoda Kanadyjka – „aborcja NIE jest zabiegiem medycznym, lecz zabijaniem bezbronnych dzieci. Kiedy życie istoty ludzkiej jest zagrożone, tylko wielce niesprawiedliwe prawo mogłoby powstrzymywać ludzi przed jego ochroną” – podkreśla Wagner. W dalszej części listu uzasadnia swoje działania, powołując się na Katechizm Kościoła Katolickiego (2242), w którym  czytamy, że: „Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii. Odmowa posłuszeństwa władzom cywilnym, gdy ich wymagania są sprzeczne z wymaganiami prawego sumienia, znajduje swoje uzasadnienie w rozróżnieniu między służbą Bogu a służbą wspólnocie politycznej. Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5,29)”. Z listów Mary czuć też wyraźnie, że jej duchową drogę wytyczyła święta z Kalkuty, która – jak pisze Wagner – „(…) miała głęboką wiedzę, że Jezus pragnie miłości szczególnie w najbiedniejszych i najbardziej zapomnianych. A kto w naszych miastach, osiedlach jest bardziej zapomniany, niekochany niż dziecko, a raczej matka i dziecko, wchodzące do kliniki aborcyjnej?” – pyta Mary, cytując Matkę Teresę.

Winna, skazana, wolna

12 czerwca 2014 r. sala sądowa wypełniła się po brzegi. Sędzia ogłasza wyrok. Mary Wagner zostaje uznana winną wszystkich postawionych zarzutów i skazana na pięć miesięcy więzienia za wyrządzenie krzywd i cztery za naruszenie warunków okresu próbnego (probation). Uwzględniwszy zaś czas przesiedziany za kratami aresztu, czyli w sumie 22 miesiące, sędzia postanowił natychmiast uwolnić podsądną. Zarządził jednocześnie dwuletni okres próbny, podczas którego Mary ma nie zbliżać się do klinik aborcyjnych na odległość mniejszą niż sto metrów. Skazana odmówiła przyjęcia tych postanowień do wiadomości i nie podpisała wyroku. W zielonym więziennym uniformie wychodzi na wolność. Na schodach zatrzymuje się i wciąga głęboko powietrze – W więzieniu nie ma zbyt wiele okazji, by doświadczać wiatru, bo wszędzie dookoła są wysokie mury – powiedziała Lifesitenews – dlatego pierwsze, co mnie uderzyło, to powiew powietrza. – Czuję się wolna, od stóp do głów, wewnętrznie i zewnętrznie, jakie to piękne móc znowu widzieć przyjaciół z drugiej strony muru, od których przez tak długi czas byłam oddzielona. Niech Bogu będą dzięki!”.

80% zabiło dziecko – 90% tego żałuje

Gdy emocje trochę opadły, dziennikarze nie odpuszczali. W jednym z krótkich wywiadów przyznała, że choć w więzieniu miewała ciężkie chwile, był to jednak czas na wiele sposobów pożyteczny, ponieważ właśnie tam, w więzieniu jest wiele ludzi spragnionych Boga i szukających Go. – Cały czas spotykałam kobiety zranione przez aborcję i zachęcałam je do oddawania się miłosierdziu Bożemu. Ten czas to okazja dla Ducha Świętego do działania w rozbitych, poszukujących i otwartych na Boga sercach. Całkiem naturalnie powstawały grupy modlitewne, ludzie pytali dlaczego jestem w więzieniu, miałam więc od razu okazję do podzielenia się prawdą o zranieniach aborcji – mówiła. Mary szacuje, że 80 proc. kobiet, jakie spotkała w więzieniu miało za sobą doświadczenie aborcji, a wśród nich 90 proc. tego żałowała – One potrzebują wsparcia, przywrócenia do życia. Proszę o modlitwę za mnie i za nie – powiedziała Mary, zaznaczając przy tym, że nie poddaje się – „Choć prawdziwe zwycięstwo w rzeczywistości nie zależy od sądów, oczywiście nadal będziemy starali się dochodzić sprawiedliwości dla dzieci (nienarodzonych) przed sądem. Niezależne od tego obowiązuje też wezwanie do miłości bliźniego, który potrzebuje pomocy i któremu zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo. Dlatego mam nadzieję, jak Bóg pozwoli, nadal apelować do matek, których dzieciom grozi niebezpieczeństwo. Proszę o modlitwę za sprawę i za strony biorące w niej udział. Modlitwa jest najważniejsza. Jak powiedział Jezus – „Beze Mnie nic nie możecie uczynić”.

 

 





Poprzedni artykuł
Kuszenie św. Józefa
Następny artykuł
Pierwsza Komunia we Włocławku