Prosto z planu filmu „Święty z marginesu”

28 grudnia 2013  By Redakcja Orione.pl


Przedstawiamy zarys części scenariusza filmu, który – mamy taką nadzieję – wzbudzi w widzach pragnienie „szaleństwa dla Chrystusa”. Wyruszyliśmy śladami św. Luigi Orione, lecz natrafiliśmy na ślady Chrystusa.

film_orione

Dzieciństwo
Półwysep Apeniński drugiej połowy XIX wieku to czas nieustannych konfliktów – międzynarodowych i społecznych. Czasy Wiktora Emanuela II i Garibaldiego – ojców zjednoczonych Włoch, ale także fala drapieżnego antyklerykalizmu w mediach oraz okupacja państwa watykańskiego, którego więźniem na długie lata stał się papież. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte – czyli dzieciństwo i czas dorastania Luigi Orione to wysyp wynalazków, które wpłynęły na bieg historii. Wynaleziono telefon, patefon i żarówkę, rozpoczęła się era motoryzacji. Na niebie pojawiły się pierwsze sterowce i samoloty. Większość z tych rewelacji ominęła jednak Luigi Orione. Dorastał w małej, nic nie znaczącej miejscowości, w biednej rodzinie. Jego ojciec brukował ulice, matka zajmowała się domem. Przy budowie niektórych uliczek Luigi pomagał ojcu. Żeby uchronić dzieci przed głodem, matka zbierała kłosy na polach, pracowała po domach, prała, cerowała, ciągle na nogach, wstając jeszcze przed świtem. Wieczorami zabierała syna na modlitwę. Taką ją zapamiętał: całkowicie oddaną rodzinie i ciągle ufającą Bogu. Wbrew wszelkiej nadziei.

Na granicy nędzy
Tymczasem przez wielkie aglomeracje miejskie w Europie i Ameryce przelewa się fala krwawo tłumionych strajków. Robotnicy pracują coraz dłużej, zarabiając coraz mniej. Po ulicach wałęsają setki dzieci i młodych pozbawionych opieki i jedzenia. Przepaść między elitą rządzącą a robotnikami i chłopami jest dramatyczna. Temperamentny Luigi to widzi i nie wytrzymuje: podczas jednego z popołudni, natyka się na wylegujących się w słońcu lokalnych notabli, wymyśla im posyłając w ich kierunku tumany kurzu. Dostaje za to od rodziców niezłe lanie. To lekcja na całe życie: bunt to ślepa ulica. Droga upokorzeń przyjmowanych dobrowolnie ze spokojem i wdzięcznością stanie się rysem szczególnym jego życia. Posłuszeństwo jest dla niego miejscem świętym. Gwarancją spotkania Boga.

Nastolatek – pierwsze powołanie i pierwsza klęska
W wieku 13 lat, gdy jego rówieśnicy wałęsają się po polach i ulicach omijając z daleka kościół, on udaje się do klasztoru. Oddaje niemal wszystkie pieniądze woźnicy, za resztę kupuje różaniec i modlitewnik i puka do furty. Marzy, by przywdziać franciszkański habit. Zakonnik, który otworzył mu drzwi przez wiele lat będzie potem wracał we wspomnieniach Orione jako przykład oschłości i złośliwości, czyli zaprzeczenia życia zakonnego. Mimo tego bolesnego incydentu znajduje we wspólnocie ogromne wsparcie. Przygotowuje się do spełnienia pragnienia swojego serca: przyjęcia szat zakonnych. Żyje tą myślą dzień i noc. Orione narzuca sobie surową pokutę, co doprowadza go do skrajnego wyczerpania i zapalenia płuc. Jest na skraju śmierci. W gorączce słyszy płaczącego ojca (po raz pierwszy) i matkę. Decyzją władz zakonny zostaje wydalony ze względu na wątłe zdrowie. Porażka. Wraca do domu zawstydzony. Po chorobie zaciąga się znów do pracy brukarza. Nabiera sił, lecz do wysokiej formy mu daleko, dlatego dostaje od matki prezent: parasol, który ma nosić w każdy deszczowy dzień ze względu na przebytą chorobę. Już pierwszego deszczowego dnia oddaje go spotkanemu biedakowi. Matka z trudem ukrywała wzruszenie postawą syna. Rozpoznaje w nim miłość Chrystusa, która ją samą podtrzymywała w trudnościach. Niedługo potem Orione udaje się do Don Bosko, który ukazał Orione nieznane mu dotąd skarby Kościoła.

Bosko rozpala ogień
Ucząc się i pracując w salezjańskim ośrodku doświadcza darmowości przebaczenia grzechów (Don Bosko podarł zeszyty z grzechami, które skrupulatnie wypisał Orione) i odkrywa swoje największe miłości: Jezusa (ukrzyżowanego w cierpiących), Maryję (zawsze czuwającą i wysłuchującą próśb), Dusze (o które trzeba walczyć w dzień i w nocy i nie ustawać) i Papieża (umiłowanego Chrystusa na ziemi). Przebywając u Salezjanów posługuje też w dziełach opiekuńczo-leczniczych św. Cottolengo – te pełne chorych i wynędzniałych ludzi, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia finansowego ośrodki Orione nazywał Hymnem o Miłości. To tam wyrobił sobie przekonanie, że dzieła miłosierdzia są odpowiednią katechezą dla tego świata, że to one będą nawracać i przyciągać na nowo do Kościoła. Wracał z nich rozpromieniony. Prawdopodobnie to podczas tych powrotów mijał okno Polaka, weterana wojen napoleońskich. To co widział w jego oknie , nie wiedzieć czemu, stało się początkiem wielkiej miłości do Polski. Ta miłość doprowadziła go do przekonania, że gdyby nie urodził się Włochem, chciałby być Polakiem.

Cud uzdrowienia i kolejny zwrot akcji
Don Bosko umiera. Dla Orione to punkt zwrotny. Spędza dni na modlitwie, czuwaniu i wyrzeczeniach. Śpi na łóżku, na którym nikt nie jest w stanie leżeć nawet przez chwilę. Jeszcze przed uroczystościami pogrzebu posługuje chorym, biegnie do kuchni, żeby pokroić chleb aż w pewnej chwili ucina sobie palec. W tym momencie, mimo bólu, zdaje sobie sprawę, że brak palca nie pozwoli mu zostać księdzem. Zakrwawiony biegnie do ciała Don Bosko i dotyka się jego dłoni. Palec zrasta się natychmiast. Pierwszy cud dla swojego duchowego syna, lecz nie koniec znaków. Prorocze sny, spełnienie najskrytszych marzeń (nawrócenie ojca) i niespodziewane prezenty (sutanna) ostatecznie zaprowadzają Orione – ku zaskoczeniu Salezjanów i wielu znajomych – do seminarium diecezjalnego. Tu spotyka się z oziębłością, przez którą chce opuścić seminarium. Walczy z pokusą wystawiając się na upokorzenia, często ośmieszany, wykorzystywany przez kolegów do upokarzających prac, zabiega o ostatnie miejsce. Dlaczego to robił? Twierdził, że Chrystusa można kochać tylko na krzyżu. Inna miłość nie istnieje. Ta miłość zaczyna przyciągać nie tylko kolegów, ale także młodzież ulicy. Dla niej organizuje zabawy, które wykorzystuje jako pretekst do głoszenia Ewangelii.

Pierwszy sukces i błogosławiona porażka
Do jego pokoiku przychodzi coraz więcej zaniedbanych dzieci ulicy, wśród których większość stanowiły niezłe gagatki i łobuzy. Pierwszym wychowankiem był chłopak, który z powodu złego zachowania na lekcjach został wyrzucony na ulicę przez jakiegoś księdza. W wieku 20 lat młody kleryk Orione nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że właśnie otworzył pierwsze dzieło swojego zakonu. Przyjdzie mu jeszcze przez nie wiele wycierpieć i płakać. Wyrzucany (z pokoiku, z ogrodu, z pierwszego domu dla młodych), szkalowany (donosy do kanonika, biskupa i na policję), obmawiany (uznawany za wariata), bez środków do życia (żeby go zniechęcić do pracy z młodymi, obniżono mu i tak już głodową pensję), wołał do Maryi: „Moja Matko, któraś nigdy nikogo nie opuściła; nie opuszczaj tego swego biednego i ostatniego syna! Nie mogę już więcej ścierpieć… Ratuj mnie, o droga Mateńko; ratuj wraz z moimi młodzieńcami, z Oratorium. Spotwarzają nas – jesteśmy opuszczeni przez wszystkich. Nie mogę po prostu iść dalej. Jeżeli Ty nie przybędziesz, zginę wraz z moimi chłopcami. Przyjdź, o droga Matko; przyjdź, nie zwlekaj! Przyjdź, o Matko, przyjdź, aby nas ratować! Moja misja skończona. Dotąd dzięki ludziom Oratorium funkcjonowało; obecnie twoi biedni chłopcy są opuszczeni przez wszystkich. Jesteśmy sierotami.” Gdy otrzymał dekret z nakazem natychmiastowego zamknięcia pierwszego Oratorium, płacząc i modląc się zasnął przy oknie. W nocy otrzymał proroczą wizję rozwoju zakonu na całym świecie. Gdy wieść o zamknięciu bardzo popularnego ośrodka rozeszła się po całej okolicy, wszyscy myśleli, że to już koniec Orione. Że się załamie. Nikt nie wiedział skąd na jego twarzy wziął się uśmiech. W krótkim czasie po tych wydarzeniach bez grosza i żadnego wsparcia, w ciągu jednego dnia organizuje nowe gimnazjum dla 150 uczniów.

Zaskakujący CIĄG WYDARZEŃ: Orione przedstawia biskupowi plan stworzenia gimnazjum > biskup daje błogosławieństwo, lecz nie daje wiary, że to się powiedzie > Orione wychodzi od biskupa i za radą znajomego idzie do właściciela budynku, który zgodził się wynająć go na potrzeby szkoły za 400 lirów rocznie > Orione się zgadza i wychodzi > parę kroków dalej, na moście słyszy za sobą wołanie jakiejś starszej pani, która pyta go o możliwość posłania wnuczka do jakiejś szkoły > Orione odpowiada, że właśnie otwiera gimnazjum, na co staruszka reaguje z radością pytając na ile wystarczy 400 lirów, które posiada > Orione wraca do biskupa, który przyjmuje go szorstko, ponieważ w ciągu dnia jego doradcy przedstawili mu czarną wizję długów i skandali, które zapewne pojawią się z powodu tego wariata Orione > biskup informuje, że cofa swoje błogosławieństwo > Luigi wysłuchuje tego spokojnie i z błyskiem w oku opowiada biskupowi, że Opatrzność już wszystko załatwiła > zszokowany biskup przywraca błogosławieństwo > po roku wynajmuje kolejny budynek, ponieważ zgłoszeń z całej diecezji jest dwa razy więcej > Orione trafia na okładki lokalnych gazet > o jego niezwykłe ośrodki i szkoły zaczynają dopominać się inne diecezje.

Śmiertelna gra
W tym samym czasie, gdy Luigi Orione organizuje Oratoria i szkoły dla młodzieży, budując wszystko bez zabezpieczenia finansowego, opierając się wyłącznie na Opatrzności, starszy o dwa lata od Orione Włodzimierz Lenin tworzy zalążki partii bolszewickiej, wzywając do walki klasowej. Jest to czas, gdy niemal całe narody odwracają się od papieża, jego pozycja coraz bardziej słabnie a głos i nawoływanie jest lekceważone i zagłuszane przez propagandę lewicową. Rozpoczyna się śmiertelna gra o losy świata. Rewolucja Październikowa i pierwsza wojna światowa masakrują Europę, osierocając rzesze młodych, wsączając nihilistyczne hasła i postawy. Zbliża się era terroru Hitlera i Stalina, a we Włoszech dyktatura Mussoliniego. Na obłęd cywilizacji śmierci Orione odpowiada językiem obrazów: nowe zgromadzenia męskie i żeńskie mają mówić dziełami miłosierdzia i posłuszeństwem papieżowi. Nie pieniądze, nie zasługi, lecz ostatnie miejsce. Dla Chrystusa lepiej być szmatą, która przetrze trochę okno i jest do wyrzucenia lub osłem, który zawiezie Chrystusa do biednych niż królem lub uczonym i poważanym. Dla Orione ostatnie miejsce, cierpienie, upokorzenie czy zdruzgotane plany to gwarancja spotkania miłości Chrystusa i zaproszenie do tego, by ją przyjąć. Dlatego dla biedaków i cierpiących dał się zelżyć, nie broniąc się gdy ktoś chcąc go skompromitować niesłusznie oskarżył go o rozwiązłość czy o kradzież samochodu króla. Dla ratowania dusz gotów był iść na krańce piekła. Pracował w dzielnicach nędzy, pośród ofiar trzęsień ziemi, chorób zakaźnych i wojen… historia świętego Luigi Orione jest pełna cudów i niezwykłych słów. Wprawiał w zdumienie królów i papieży, nędzarzy i bogaczy. Pragniemy, by film „Święty z marginesu” w takie samo zdumienie wprawił także i Was.





Poprzedni artykuł
Sorry Jezus, nie mam teraz czasu
Następny artykuł
Włoch zakochany w Polsce






Warning: simplexml_load_string(): Entity: line 1: parser error : Start tag expected, '<' not found in /wp-content/plugins/sosoft-soslider/handlers/facebook/init.php on line 272

Warning: simplexml_load_string(): Not Found <br /><a href="http://www.facebook.com/">Back to Facebook.</a> in /wp-content/plugins/sosoft-soslider/handlers/facebook/init.php on line 272

Warning: simplexml_load_string(): ^ in /wp-content/plugins/sosoft-soslider/handlers/facebook/init.php on line 272

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /wp-content/plugins/sosoft-soslider/handlers/facebook/init.php on line 273